"Kryptonim Frankenstein" - Przemysław Semczuk

Autor: Przemysław Semczuk
Tytuł: "Kryptonim Frankenstein"
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 352

Są takie momenty, kiedy totalnie nie wiem po jaką książkę. Kiedy nie mam chęci na thrillery, ckliwe historie, a wszystkie posiadane przeze mnie kryminały zdają się być w tym momencie mało interesujące. Podobna rzecz miała u mnie miejsce kilka dni temu. Pomyśleć by można, że to sytuacja patowa. Na szczęście przypomniałam sobie o książce, którą nabyłam na tegorocznych Warszawskich Targach Książki. Mowa o powieści Przemysława Semczuka, zatytułowanej "Kryptonim Frankenstein".

Przyznam szczerze, że o zbrodniarzach z czasów PRL-u widziałam do niedawna tyle co nic. Poszczególne nazwiska obiły mi się kiedyś gdzieś o uszy, jednak nigdy się nimi szczególnie nie interesowałam. Jakiś czas temu wysłuchałam kilku podcastów Michała Larka z cyklu "Okrutni zbrodniarze". Larek zaszczepił we mnie chęć zgłębienia tematu. Dlatego kiedy przeczytałam opis książki Semczuka, stwierdziła, że to pozycja, której szukałam.

"Kryptonim Frankenstein" to zbeletryzowana historia jednego ze śląskich morderców, Joachima Knychały, zwanego "Frankensteinem"lub "Wampira z Bytomia". Mężczyzna siał w latach 1974-1982 postrach wśród tamtejszych kobiet. Na ulicach śląskich miast dochodziło bowiem do napadów oraz morderstw. Kilka zostało mu udowodnionych. W rezultacie skazano go na karę śmierci.

Książka napisana przez Semczuka, to swego rodzaju nakreślenie portretu psychologicznego mężczyzny o złożonej psychice - psychice ukształtowanej w dużej mierze przez wydarzenia, mające miejsce we wczesnym dzieciństwie Knychały.  To historia mężczyzny niezwykle inteligentnego, który w swoich poczynaniach naśladował poniekąd innego ówczesnego  zabójcę, Zdzisława Marchwickiego, starając się przy tym unikać błędów, które Wampira z Zagłębia zaprowadziły na stryczek.

Bezwzględny oprawca, który na co dzień był kochającym mężem i ojcem - Wampir, który jak sam o sobie mawiał pod wpływem widoku krwi swoich ofiar, pastwił się nad nimi w sposób brutalny, do momentu odczucia zadowolenia z faktu, że jeszcze przed chwilą jego ofiara była żywa. Człowiek o dwóch twarzach. Przemysław Semczuk świetnie przedstawił sylwetkę Joachima Knychały, który notabene w poszczególnych rozdziałach jest narratorem.  Poza postacią samego mordercy autor skupił się również na przybliżeniu czytelnikom pracy ówczesnych grup operacyjno-śledczych, które w tamtych latach zajmowały się sprawą o kryptonimie "Szóstka" oraz "Frakenstein".  Czytając książkę napotkać możemy również na rozdziały, które opisują proces poszukiwania przez autora materiałów, które były niezbędne do jej powstania. Okazuje się, że reaserch, którego się podjął, do najłatwiejszych nie należał.

Przemysław Semczuk nie ocenia postępowania Knychały. Zebrał i rzetelnie opisał historię Joachima cofając się momentami aż do jego dzieciństwa. Finalnie zadajemy sobie pytanie czy mieliśmy do czynienia z brutalnym mordercom, czy też z chorym psychicznie mężczyznom.

Bardzo żałuję, że tak późno natrafiłam na tę książkę. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale na dzień dzisiejszy śmiało mogę stwierdzić, że nie ostatnie. Bardzo polecam!

P.S. Sylwetka głównego bohatera zainteresowała mnie na tyle, że po lekturze książki pokusiłam się na  przeczytanie innych artykułów dostępnych w sieci, a także na wysłuchanie podcastu Marcina Myszki z kanału na youTube "Niediegetycznie".

Komentarze

  1. Ostatnio jest naprawdę głośno o seryjnych mordercach z PRLu, ale czuje że to za sprawą filmu "Jestem mordercą" oraz książką (również Semczuka) "Wampir z Zagłębia" . Warto poznać te historię, między innymi dla tego, aby uciąć dyskusje rodzinne na temat "kiedyś było bezpieczniej" :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz